środa, 18 listopada 2009
Dziś na dobranoc mój ulubiony walc Wojciecha Kilara z filmu " Ziemia obiecana" :))
Szukając walca z "Ziemi obiecanej " natknęłam się w sieci na fragmenty filmu, ktory kiedyś bardzo mnie poruszył i do dziś wzrusza - " Cyrulik syberyjski". Popłakałam się znowu jak mops....:((( Dziwny koniec dzisiejszego dnia...
Kolorowych snów :) Zaczęło się jakieś 7 dni temu. Codziennie zaglądam do skrzynki pocztowej, ponieważ zawsze "coś" w niej jest- ważnego, bądż też zupełnie nic nieznaczące reklamy, ktore natychmiast lądują w śmieciach, jakieś gazetki itp... Tak więc za kazdym razem po przyjściu z pracy opróżniam skrzynkę, by się po prostu nie " zapychała"... Jakieś 7 dni temu znalazłam awizo , ktore niby ( tak wskazywała napisana na nim data) zostało wrzucone do skrzynki 12 pażdziernika. Było to oczywiście nieprawdą, ponieważ przez tak długi okres czasu nie " uleżałoby niezauważone przeze mnie w skrzynce. Po stawieniu się przy okienku pocztowym, okazało się, że do odebrania mam ważne urzędowe pismo, ktore już zdążylo wrócić do nadawcy, następnie zostało ponownie wysłane do mnie listem poleconym i własnie go odebrałam, mając jedynie stare awizo z dziwną datą. Pani w okienku stwierdzila, że to pewnie moja wina a awizo tam leżało i ja go po prostu nie zauważyłam. Nic nie odparłam, raz to podobno i księdzu wolno, ten się nie myli, kto nic nie robi. Ok, niech im tam będzie - pomyślałam. Wczoraj dokładnie " wyczyściłam" skrzynkę. Dziś zaglądam a tam awizo z datą 20. 10. 2009. No!!! Zeżliłam się i mimo iż stałam u drzwi domu zmęczona po pracy, wsiadłam w ciężarówkę i pomknęłam na pocztę. Okazało się , że tego listu z pażdziernika to już nie ma ale jest inny dzisiejszy!!!! Napomknę, że awizo na dzisiejszy list nie było!! Pani na poczcie znowu swoje. Przyznam, że tym razem" powarczałam" przy okienku, ale jeszcze w miarę spokojnie acz ostrzegawczo. Jesli sytuacja się powtórzy trzeci raz - grzeczna nie będę.... ........................................................................................... Kto wie, może ta radiotelepatia, o której wspominałam w poprzednim wpisie wcale nie będzie taka zła ?
wtorek, 17 listopada 2009
21 grudnia 2012 roku. To juz niedługo. Własnie na tej dacie kończy sie kalendarz Majów. Zaś 2027 r. to rok końca kalendarza Azteków. Czy daty te wyznaczają koniec świata? Kto wie? Optymisci twierdzą, że Majowie podobno mieli cykliczną wizję swiata i 21 XII 2012 rok to nie jest data końca świata a początek nowej epoki. Hmmm....A co wobec tego z datą Azteków? Podobno trzeba będzie obserwować gwiazdę Aldebaran i jeśli jej ruch nie zostanie zaburzony gdy osiągnie ona zenit, świat będzie istniał.Jeśli zaś gwiazda Aldebaran zatrzyma się w zenicie będziemy mieć Armagedon. No cóż, póki co 2009 zbliża się nieubłaganie ku końcowi a jeszcze nie tak dawno był 2000 rok do 2012 i 2027 pozostało jeszcze trochę czasu zmykam zatem na wieczorną herbatę :)
poniedziałek, 16 listopada 2009
Komórka wypiera stacjonarny telefon , internet wypiera gazety, karta kredytowa czeki a e-maile wyparły listy. Nie pamiętam kiedy ostatni raz pisałam normalny list ? Widokówek z wakacji nie liczę ale i tych jest mało, zawsze wszak gdzieś można dorwać się do komputera i wysłac e-maila. Ostatnio jednak naukowcy coraz częściej przebąkują, że niebawem nadejdzie era "czipów " wszczepianych pod skórę i w tkankę nerwową, dzięki, którym można będzie przekazywać sygnały bezpośrednio od człowieka do człowieka przy pomocy radiotelepatii... Jeszcze nie tak dawno, gdy staliśmy w kolejce na poczcie, by zamówic międzymiastową ( czy ktos jeszcze to pamięta?) nie śniło nam się, że nadejdzie chwila iż sami dobrowolnie uwiążemy się na smyczy jaką jest ' komórka" . Tak więc sądzę, że "rewolucja czipowa "wcale nie jest taka niemożliwa. Nie jestem jednak do końca pewna czy to będzie dobre rozwiązanie, chyba jednak wolę nie znać myśli drugiego czlowieka, wolę by był dla mnie swoistego rodzaju " tajemnicą" :)) A poki co czas na wieczorną filizankę herbaty :))
niedziela, 15 listopada 2009
Historię zapachów można prześledzic juz od czasów jednej z najsłynniejszych kobiet świata , a mianowicie egipskiej władczyni Hatszepsut. Jako pierwsza zorganizowała bardzo drogą zamorską ekspedycję do Somali skąd przywieziono jej kość słoniową, złoto, kadzidło i mirrę. Ówczesne składniki zapachu władzy.... Zapach jaki rozsiewała wokół siebie Hatszepsut świadczył o bogactwie i potędze. Jej perfumy były podobno najbardziej kosztowne na świecie ze względu na koszt owej ekspedycji, o której wspomniałam, ale... mogła sobie na to pozwolić, wszak była jedną z najbogatszych władczyń ówczesnego swiata.
Od tamtej pory zapach oznaczał status materialny i władzę osoby, ktora go nosiła. Kobiety Izraela by zaakcentować swój status społeczny nacierały się olejkami o zapachu cynamonu, galbanum i storaksu, a księżniczki w Indiach po kapieli nacierały ciało maścią sandałową , a włosy podobno perfumowały dymem z czarnego kadzidła. W Rzymie to był cały rytuał- arystokratki wymyśliły skomplikowane reguły perfumowania - ręce powinny być natarte miętą, szyja – olejkiem palmowym, a kolana – esencją z tymianku. Ale tak naprawdę kolebką perfum była Persja. Na przełomie X i XI wieku perski lekarz i alchemik Avicenna wyprodukował (podobno) pierwszą wodę różaną, a póżniej nawet uzyskał esencję na bazie alkoholu co znacznie utrwalało zapach. Krzyżowcy te zapachy" przywleki" ze soba z wypraw krzyżowych do Europy. Zresztą wiele innych cennych skarbów przywiezli do Europy np. 50 ton zlota zrabowanych z samej tylko swiątyni w Jerozolimie, dzięki którym wybudowano Koloseum w Rzymie-no ale nie o tym dziś miałam pisać. Współcześnie zapach oznacza prestiż i...hmmm...podobno władzę nad mężczyzną :)) Pierwsze perfumy europejskie wyprodukowano na Węgrzech (jak głosi legenda) dla św. Elżbiety Węgierskiej, która to w XIV wieku po użyciu olejków eterycznych na alkoholu obudziła w swoim królewskim małżonku wielkie pożądanie a miala już ponad 72 lata. Tak więc " woda wiegierska" była najbardziej pożądanym wówczas przez panie pachnidłem:))) Królowa Antonina "wprowadziła" na dwór zapachy kwiatowe.Najwiekszym zaś ośrodkiem perfumeryjnym w Europie od XVIII jest miasto Grasse-cudne miasteczko na skraju skalnego urwiska (TUTAJ pisałam o tym mieście) . Grasse słynie na cały świat ze swego przemysłu perfumeryjnego. Jest francuskim i światowym centrum produkcji naturalnych aromatów, do dziś działa perfumeria Galimard i Fragonard. A jaki jest mój ulubiony zapach? Angel-Terry'ego Muglera i Gucci Rush :))))
Jakie są nadroższe perfumy swiata? Najdroższy obecnie zapach to Imperial Majesty- 115 tys. funtów za 30 ml. Za taki mały flakonik byłoby całkiem ładne mieszkanie w Warszawie :)) No ale nie wszystkie kobiety u władzy używają perfum, Angela Merkel już dawno oświadczyła, że nie używa żadnych pachnideł, jedynie mydło i wodę i to jej wystarcza . Najwyrażniej władza może mieć też zapach............... niekoniecznie mirry :))
sobota, 14 listopada 2009
Dokładnie tak jak w tytule, dziś śnił mi się niebieski osioł. Wracałam do domu, gdy naprzeciw z ciemności nocy wyłonił się zwierz koloru niebieskiego. Przez chwilę pomyślałam, że to koń ale kiedy podszedł bliżej okazało się, że to osioł. Zawrócił i chciał iść za mną ale pobiegłam i zniknął z mego snu...
Dziwne.... Mózg, To jedyny narząd ludzkiego ciała, ktory tak naprawdę nie został do końca poznany. Owszem znamy jego budowę anatomiczną, możemy nazwać poszczególne części ale dlaczego i co dzieje się w mózgu jest jeszcze jedną wielką niewiadomą. Sen. Kiedy zapadamy w sen nasze ciało pozostaje w tzw. paraliżu sennym. Mózg jednak wcale nie śpi, ośrodki ruchowe w mózgu są aktywne, ale droga nerwowa, przez którą wędrują informacje o ruchu z mózgu do rdzenia kręgowego, jest odcięta. To taki mały trik naszego organizmu , dzięki któremu spokojnie leżymy w łóżku, chociaż nam się śni, że uciekamy przed niebezpieczeństwem.Jest to swoistego rodzaju zmowa naszego ciała i mózgu, gdzie w marzeniach sennych często świat jest bardziej nieoprzyjazny niz rzeczywistość. We snie-jak twierdzą naukowcy Nielsen i Levin -oswajamy nasze lęki i upychamy w szufladzie " przeszłość". Dawny lęk, np. przed ciemną piwnicą nie jest już lękiem a jedynie wspomnieniem.W kolejce zaś do " oswojenia" czekają aktualne strachy związane z naszą obecną sytuacją - przed utratą pracy, bankructwem, chorobą, niepewnością jutra itp. Można zatem powiedzieć, że koszmary są dla nas dobre, pozwalają oczyścić się z poprzednich lęków i dać szansę mózgowi by uporał sie z obecnymi.
Jaka jest najlepsza długośc snu by mózg mógł wypocząć? Podobno nie powinna być krótsza niz 6 godzin. Choc Margaret Thatcher -jak sama twierdziła- spała tylko 5 gtodzin. Sen składa się z dwóch faz -ogólnikowo można powiedzieć,że z fazy snu głębokiego non- REM i płytkiego REM, ale tylko ta głęboka faza ma znaczenie dla regeneracji mózgu. Fazy pojawiają się cyklicznie i trwają mniej więcej półtorej godziny ale tylko w pierwszych trzech dominuje sen głęboki, ktory ma znaczenie dla regeneracji. A zatem z fizjologicznego punktu widzenia wydłużanie snu z sześciu do ośmiu godzin nie jest konieczne :))a nawet badania wykazały,ze ci , ktorzy śpią krócej żyją dłużej niż ci, ktorzy na sen przeznaczają więcej czasu :)) Ale nic nie jest proste:(( Okazuje się, że ie jest też prawdą , że wszyscy , ktorzy spią 6 godzin byli w pełni zregenerowani. Ludzie wszak sie między sobą na szczęście różnią:) Istnieją ludzie, ktorzy potrzebują, by wypocząć 8-10 godzin snu i ja do nich należę, choc zaobserwowałam, że z wiekiem spię coraz krócej. Jak dowodza badania ich fazy przebiegaja wolniej niz u tych, ktorzy " szybko śpią" Zatem mozna stwierdzić, że tak do końca nic nie jest zbadane. Duze pole do popisu dla przyszłych pokoleń naukowców, neurologów. Jedno jest pewne, mój osioł ze snu był niebieski, ale dlaczego akurat niebieski ? Nie mam zielonego pojęcia....
piątek, 13 listopada 2009
Zgubiłam wczoraj moj ulubiony srebrny wisior :(( nie to,że jakąs tam miał wartość materialną ale przede wszystkim emocjonalną... Trudno :((( :(((( ...........................
Nie pozostaje mi nic innego jak jeszcze pomknąć ciężarówką do kwiaciarni po róże a póżniej..."pod dach przyjaciół się schować "jak spiewa Rynkowski :))) Przynajmniej wieczór zapowiada się miło :)) :))
czwartek, 12 listopada 2009
Miał być leniwy.... Ale juz rano postawiło mnie na nogi kilka zdań przeczytanych na ekraniku komórki.O rety...a miałam się nie ruszać dziś z domu....:)))) Zwariowany dzień, szalony dzień ;)))) ;)) Niespodziewanie miły dzień ;))
Ufff.....a teraz filiżanka herbaty i może Sting ? :)))))))))))))
środa, 11 listopada 2009
Do napisania tej notki skłonił mnie komentarz pod poprzednią Krzysztofa.Zerknęłam do biografii Marii Curie-Sklodowskiej, a jest ona bardzo ciekawa.... Pochodziła z drobnej szlachty, na życie musiała zarabiać pracą guwernantki. W Krakowie pracowała u rodziny Żórawskich gdzie zakochała się z wzajemnością w synu Kazimierzu Żórawskim. Jednakże wobec kategorycznego sprzeciwu rodziców młodego Kazimierza do ślubu nie doszło. Marię odprawiono.Podjęła więc pracę guwernatki w Sopocie. W 1890 wyjechała do siostry do Paryża, jednak z powodów finansowych nie podjęła studiów. Powróciła do kraju ciągle mając nadzieję na spełnienie miłości do Kazimierza. Jednak Kazimierz Żórawski w liscie zerwał stanowczo znajomość z Marią co przyspieszyło jej ponowny wyjazd do Paryża, gdzie podjęła jako piersza kobieta studia na wydziale fizyki i chemii Sorbony. Tam tez poznała Piotra, za ktorego jak wszyscy wiemy wyszła za mąż. Maria Skłodowska jako pierwsza kobieta na Sorbonie uzyskała stopień doktora fizyki w tym też roku 1903 otrzymała nagrodę NObla. Wkrótce- już po tragicznej smierci męża została pierwszą kobietą profesorem Sorbony. Była w związku z 4 lata młodszym od siebie Paulem Langevinem, ktory to porzucił dla niej rodzinę wywołując tym samym towarzyski skandal.
Ciekawe jest też to, że wnuk Paula Michel Langevin ożenił się z wnuczka Marii Helene Joliot. Maria Skłodowska- Curie do dziś dnia jest jedyną kobietą, która dwukrotnie otrzymała nagrodę Nobla.
Tak sobie myślę, że gdyby wyszła za Kazimierza Żórawskiego nigdy nie osiągnęłaby tego wszystkiego i świat nie dowiedziałby się o niej. Zapewne Kazimierz złamał jej serce ale w tym przypadku chyba wyszło to na dobre nie tylko samej Marii Sklodowskiej-Curie ale i ludzkości :)) Tak więc reasumując los czasami wie co czyni ;)))
Choć kto wie? Może u boku Kazimierza osiągnęłaby jeszcze więcej?
poniedziałek, 09 listopada 2009
Lady Mary Wortley Montagu wspomniałam o niej przy okazji szczepień gdyż odegrała donisołą rolę w rozwoju medycyny w Europie.Jest bardzo ciekawą postacią. Córka lorda Kingstona i Lady Mary Fielding, krewnej powieściopisarza Henrego Fieldinga. W wieku 23 lat wbrew woli rodziców, porzucając wybranego przez nich pretendenta do ręki wyszła za mąż z miłości za Edwarda Wortleya Montagu, który to został ambasadorem w Konstantynopolu. Tam niestety piękna dama zachorowała na ospę, którą udało się jej przeżyć ale choroba pozostawiła na jej ciele szpecące ślady.W Turcji zafascynowana światem muzułmańskim nauczyła się tutejszego języka i przebrana za Turczynkę zwiedzała wszystkie zakątki Konstantynopola. Swoje wrażenia opisywała w wysyłanych do znajomych w Anglii listach. Ospa prawdziwa, choroba, na ktorą nie było i do dziś dnia nie ma leku. Dzięki szczepieniom udało się ją zlikwidować prawie w 100% . Piszę p r a w i e , bo w laboratorium w Rosji jeszcze istnieje jeden zarazek, ale gdzieś w pokładach mojej pamięci otwiera się szufladka z informacją ,że jeszcze gdzieś poza Rosją jest... Wracając do tematu, podczas porodu angielskilekarz, który towarzyszył Lady poprosił o pomoc swojego kolege-lekarza Turka. Gdy ten ujrzał ślady na ciele LadyMary zaproponował pewien zabieg u dziecka, ktory to miał ustrzec go przed infekcją w przyszłości. Otóż wsród ludności arabskiej praktykowano wcieranie przy pomocy nakłucia w skorę zarazków ospy. Chroniło to , jak zaobserwowano przed zarażeniem a więc i przed śmiercią.
„Ospa, tak u nas powszechna i groźna, stała się tutaj dzięki wynalazkowi tak zwanego zaszczepiania chorobą prawie zupełnie nieszkodliwą... Pewna liczba starszych kobiet zajmuje się tym niejako zawodowo, przeprowadzając każdej jesieni, we wrześniu, kiedy przeminą największe upały, akcję zaszczepiania. Wtedy to od domu do domu posyłają z zapytaniem, czy nie ma kogoś w rodzinie, kto chciałby się zaszczepić przeciwko ospie. Kiedy już zbiorą się niewielkie grupy (...) zjawia się kobieta wykonująca zabieg, przynosząc ze sobą skorupę orzecha pełną ospowej ropy. Wielką igłą nakłuwa żyłę, co nie powoduje bólu większego niż zwykłe zadrapanie, i wkrapla do wewnątrz tyle jadu, ile mieści się na czubku igły... W ten sposób otwiera pięć do sześciu żył. (...) Ósmego dnia zaszczepieni zaczynają gorączkować, tak że przez dwa, rzadko trzy dni muszą pozostać w łóżku. Na ich twarzy pojawia się dwadzieścia, trzydzieści pęcherzy, które jednak nie pozostawiają żadnych blizn. Po tygodniu chorzy są znowu tak rześcy jak przed zaszczepieniem”- pisała w listach do swoich przyjaciół. Po powrocie do kraju Mary Montagu wraz ze swoim lekarzem rozpoczęli kampanię na rzecz wprowadzenia masowych szczepień. Przypomnijmy, że to osiemnasty wiek. Król Jerzy I zgadza się na szczepienie , jednak stawia warunki - mają być najpierw próby na ludziach. " Zaszczepiono" więc więźniów, dając im do wyboru: zaszczepienie lub szubienicę. Jak mylicie, co wybrali? Oczywiście wybrali to pierwsze i bez uszczerbku na zdrowiu przeszli lekkie objawy poszczepienne. Następnie próbie poddano dzieci z sierocińców, gdy i tu nie wykazano żadnych działań ubocznych, król zgodził się na szczepienie swoich wnuków. Niestety smertelność przy szczepieniach wynosiła 2,5% , alem wśród chorych nie poddanych szczepieniu aż 14 %!!!!! No ale miało być o Lady Mary a nie o szczepieniach. Mary Wortley Montagu po powrocie do kraju zajęła się nie tylko propagowaniem szczepień ale tez i praca literacką. Pisała eseje wiersze i listy Podobno w ciągu roku wysłała do swoich przyjaciół 52 listy opisujące kulturę Orientu.Była związna przez jakiś czas z włoskim krytykiem Francesco Algarottim aczkoliwek związek zakończył sie rozczarowaniem , Francesco był biseksualistą. Pózniej przez dziesięć lat mieszkała we Włoszech z hrabią Ugo Palazzim.Po śmierci męża powróciła do Londynu gdzie zmarła w 1762 roku. PO jej śmierci, podobno córka zniszczyła wszystkie listy, gdyż były zbyt osobiste, niemniej jednak w dziwny sposb ujrzały one światło dzienne i zostały opublikowane w 1967 roku
Muszę do końca roku wykorzystać zaległy urlop więc się lenię. Nie mam aktualnie żadnych planów, ot może skończę wreszcie " Władcę Barcelony"Chufo Llorensa, obiecałam sobie też, że wrócę do " Greka Zorby" . Czytałam tę powieść w czasach licealnych i teraz postanowiłam ją sobie przypomnieć. Oczywiście inaczej teraz spojrzę na wątki tam umieszczone, wszak wszystko zależy od perspektywy, z której spoglądamy na dany problem.... A pózniej ? Póżniej to jeszcze jeden wyjazd " niespodzianka". Ja w zasadzie domyślam się co to ma być ale niech będzie, że to " niespodzianka" :))) Denerwowałam się przez ostatnie dni bo nie wiedziałam jak to wszystko wyjdzie i czy się uda. Na szczęście wbrew moim obawom ( skąd one się biorą? ) wszystko zostało dopięte na ostatni guzik.. Muszę jeszcze zdecydować co do jednego weekendu ale na to mam jeszcze czas :) No to teraz czas na małego drinka :)) Wasze zdrówko :)
niedziela, 08 listopada 2009
Szczepienia ochronne to jedno z największych osiągnięć medycyny, to wysiłek wielu lekarzy-naukowców , wielu pokoleń badaczy. Dzięki temu czasy wielkich epidemii minęły bezpowrotnie. Przecież nie tak dawno, bo zaledwie 100 lat temu, grypa " hiszpanka" zabiła około 20 milionów ludzi. Trzeba też wspomnieć o ospie, polio, trądzie , wściekliżnie, grużlicy czy cholerze i wielu, wielu innych, a o epidemii dwudziestego wieku HIV- nawet nie wspomnę... Ciekawe jest to w jaki sposób ratowano się kiedyś przed cholerą np. pito na umór, wszak wiadomo, że przesycony alkoholem organizm jest mniej podatny na zakażenia, więc w przypadku cholery miało to jakiś tam sens. W obawie przed wścieklizną miejsce pogryzienia poddawano bardziej drastycznym metodom, wypalano je rozgrzanym do czerwoności żelazem, co prawda nikt wtedy nie myślał o znieczuleniu ale to była jedyna szansa na uratowanie życia. Chorych zakażnie najczęściej jednak izolowano, gdzie umierali w samotności i opuszczeniu. Na szczęście dziś jest to już przeszłością a świat od chorób zakażnych powoli uwalnia się dzięki szczepieniom. Dużo można by mówić i pisać o wielkim wpływie co do szerzenia szczepień profilaktycznych niezwykłej kobiety Lady Mary Montagu ale o tym innym razem. Nie będę tu też pisać o Pasteurze czy Kochu i innych , wszyscy wszak wiedzą co ludzkość im zawdzięcza. Od dłuższego już czasu w mediach daje się zauważyć dyskusję odnośnie szczepień przeciwko grypie. Niewielu dziś pamięta, że pierwszą szczepionkę przeciwko tej chorobie opracował już przed drugą wojną światową w 1937 roku Jonas Salk. Szczepienia to bardzo duże osiągnięcie. Jednakże, tak jak ze wszystkim i do szczepień należy podchodzić z rozsądkiem i rozważnie. Co ja o myślę o szczepieniu przeciwko grypie świńskiej? Zetknęłam się z nią jakieś trzy-cztery tygodnie temu i nic mi się nie stało. Najwyrażniej nie jest tak straszna jak ją media " malują". Owszem, jest sens szczepić osoby starsze, czy ze zmniejszoną odpornością immunologiczną np. po chemii, czy po przeszczepach itp. Czy może wszystkich? Nie mam zdania. Szczepionka przeciwko grypie zawsze była przeciwko wirusowi z poprzedniego sezonu, a że wirus grypy bardzo szybko mutuje ( zmienia się ) w następnym sezonie jest już inny i szczepionka przeciwko niemu będzie za rok. Obecna szczepionka przeciwko świńskiej grypie pojawiła się w bardzo szybkim czasie.Hmm...Czy jest dostatecznie przebadana? Jeśli FDA dopuściło ją do obrotu to wygląda na to, że tak... Hmmm... Jeśli nawet ministerstwo zakupi szczepionki i zleci by pracownicy służby zdrowia się zaszczepili - odmówię. Czemu? Hmm...szczepienie to ingerencja w układ immunologiczny, wyznaję więc zasadę, żeby szczepić tylko to co obowiązkowe zgodne z kalendarzem szczepień czy szczepienia zalecane gdy wybieramy się w inny zakątek świata - przeciwko np. żółtej febrze gdy wybieramy się tam, gdzie ona zagraża itp ... Szczepić, jasne, że szczepić ale tylko wtedy gdy jest taka konieczność. Owszem zaszczepiłam siebie i dziecię przeciwko meningokokom ( sepsie) bo w przypadku zachorowania walka z meningokokami z reguły skazana jest na niepowodzenie. Śmiertelność nadal jest bardzo wysoka . Zaszczepiłam też dziecię przeciwko HPV -przeciwko rakowi szyjki macicy. Przeciwko grypie nie.
W mojej pamięci utkwiło pewne zdarzenie jeszcze z czasów studiów z kliniki neurologii. Pamiętam dziewczynę, może 16-19 letnią w śpiączce powstałej na tle zapalenia mózgu najprawdopodobniej po szczepieniu przeciwko ospie. Dziś już tych szczepień nie ma ale swego czasu wszyscy byliśmy przeciwko ospie szczepieni. Wszak mamy charakterystyczne " pieczątki " na ramieniu, no może nie wszyscy, nieco młodsi już nie mają ;)) Dziś wirus ospy prawdziwiej zdaje się , że jeszcze jest jedynie w laboratorium wojskowym Rosji i...chyba tyle. Nigdzie podobno nie ma go już na świecie poza tym miejscem. Czy Amerykanie też go mają? Hmm. Mam nadzieję, że nie wymknie się z laboratoriów wojskowych... Codziennie rano do łóżka tej dziewczyny przychodził ojciec , siadał na krzesełku i tak siedział przy niej przez cały dzień....
Mam nadzieję, że wybudziła się z tej śpiączki.....
Tak więc ostrożności nigdy za wiele.
Hamlet i Horacjo na cmentarzu Eugene' Delacroix 1839r. Lubię ciszę, która wypełnia rano dom.Pierwsza rzecz jaka robię to oczywiście wypuszczam ratlerka do ogrodu, pogłaszczę amstaffa po łebku ( bardzo to lubi) i zaparzam herbatę. To nieodłączny rytuał sobotnio/niedzielnych poranków,właściwie każdych poranków, ale w pozostałe dni nie mam czasu by w spokoju popatrzeć na las za oknem...Ale dziś mam chwilę tylko i wyłącznie dla siebie.Tak, pisałam juz o tym, że najpierw działamy a pózniej myślimy. Impuls do mózgu idzie o ułamek sekundy póżniej po naszej reakcji. Zastanawiamy się wówczas dlaczego ja to powiedziałam, zrobiłem...itp.Ale z drugiej strony, gdybyśmy za długo myśleli zanim coś zrobimy nie byłoby postępu, zwariowanych, cudownych chwil w życiu i spontaniczności. Byłaby jedynie chłodna kalkulacja i rozsądek. Brrr....jakie to zimne słowa. Woda zawrzała, czas zaparzyć herbatę :)
sobota, 07 listopada 2009
piątek, 06 listopada 2009
Wyskoczyłam jak zwykle po chleb i...nie, tym razem nie zaszłam do księgarni ale do mojego ulubionego sklepu, zakupiłam kurtkę na zimę na narty, własnie takiej szukałam od dłuższego czasu, stara jest juz bardzo wysłuzona , przy okazji na uszko otrzymałam informację, że jutro będzie wyprzedaż kolekcji wiosna-lato , znizka aż 70% !! No więc zrobiłam jeszcze raz rundkę po wszystkich wieszakach, zebrała się spora kupka spódnic i topów, przy okazji mam z głowy prezenty pod choinkę . Zostało wszystko odłożone a jutro przed południem obiecałam, że zabiorę :) Nie lubię ciężkich buciorów, rozciągniętych swetrów i wielkich kurtek. Uwielbiam żakieciki , obcisłe spódniczki i spodnie podkreślajace sylwetkę, szpileczki i delikatne bluzeczki . Lubię wszystko to co kobiece w pełnym tego słowa znaczeniu. Babo-chłop, to nie mój styl.;))) Przy okazji dziecię też coś dostanie :):)
Humor znacznie mi się poprawił ;))
czwartek, 05 listopada 2009
Na dobranoc Edyta Górniak, a w tle fragmenty mojej ulubionej komedii " To nie tak jak myslisz kotku":))) Świetny film, polecam na weekend :))
Niestety, mimo tego, że pogoda kanapowo herbatkowa, nie było mi dane polenić się, a teraz muszę zebrać swoje kości , mięśnie, skórę i parę narządów wewnętrznych do kupy i zawieżć to wszystko ciężarówką w pewne miejsce i to jest bardzo jasny punkt dzisiejszego dnia :)) Ech, gdyby nie deszcz za oknem może udałoby się jakoś przetrwać ten paskudny listopad.Jednak moje doświadczenie zyciowo-pogodowe podpowiada mi, że deszcz ( rzęsisty) o tej porze roku zwiastuje zmianę pogody na lepsze. Oby...
środa, 04 listopada 2009
wtorek, 03 listopada 2009
Od niepamiętnych czasów zawsze bal lekarzyw w naszym mieście był połączony z balem prawników. Razem bawiliśmy się w karnawale ...ale ostatnio tradycja tych balów jakby zanikła. Nie wiem dlaczego ,czy czasy inne,a może to wynika ze struktury wieku, młodych coraz mniej a starsi odchodzą na emeryturę i o balach już nie myślą? Problem z "luką pokoleniową" jest od dawna. Proces kształcenia nowego lekarza specjalisty trwa długo- średnio pięć lat i dłużej. Po studiach rok stażu , potem LEP ( i jeśli się go zda) dopiero można robić specjalizację. Nowych ,młodych lekarzy w naszym szpitalu nie ma a w przychodniach średnia wieku...hmmm..trochę za duża. Jeśli nie zostaną odblokowane specjalizacje...czarno to wszystko widzę.
Teraz gdy ktoś kończy Akademię Medyczną ,o przepraszam, Uniwersytet Medyczny, teraz juz nie ma akademii ,są uniwerystety, właściwie mimo dyplomu lekarza absolwent nie ma prawa samodzielnie pracować...wypisywac recept, leczyć , podejmować jakiekolwiek decyzje. Gdy ja skończyłam studia podjęłam pracę w szpitalu, po trzech miesiącah stażu zostałam wezwana do dyrekcji i...oddelegowana na trzy miesiące do pracy w pogotowiu ratunkowym. To było najbardziej traumatyczne przezycie w mojej całej karierze zawodowej, czułam się jak prawdziwa "doktor Ewa" z serialu , skąd to zaczerpnęłam mój login :)))). Dobrze,że juz te czasy minęły i nikt stażystów nie oddelegowuje do pracy na tak ważnym odcinku jakim jest pogotowie ratunkowe :( Duzo mówimy na temat reformy zdrowia i nic z tego nadal nie wynika. Dis dzwoni do mnie znajoma. Ojciec czekał na planową operację pół roku, miał wyznaczony termin na 16-tego listopada ale odwołano. Z powodu nadwykonań kontraktu z NFZ-tem dyrektor zabronił wykonywania planowych operacji. Wykonywane są tylko te ratujące życie. Dzwonię, by dowiedzieć się u żródła co i jak. Otrzymuję odpowiedż, że to prawda, że pacjenci z tego roku przepisywani są na przyszły rok. Aktualnie juzż na wrzesien!! -A co z nowymi pacjentami?-pytam -Będa musieli czekać rok, dwa-pada odpowiedz. .............................................................................. A moze jednak dodatkowe ubezpieczenia rozładowałyby kolejki? Czemu wszystkie rządy tak bardzo boją się złamać monopol NFZ-tu? Gdyby były dodatkowe ubezpieczenia część pacjentów miałaby wykonane operacje szybciej i nie blokowałaby kolejki osobom z ubezpieczeniem podstawowym. Oczywiście, trzeba opracować koszyk gwarantowanych świadczeń zdrowotnych ,by wiedzieć co pacjentowi należy się z podstawowego ubezpieczenia po to by mogł się doubezpieczyć. Jakoś nie możemy się go od dwudziestu lat doczekać.... :((
niedziela, 01 listopada 2009
Życie? — — — Julian Tuwim Lubię cmentarze, szczególnie wieczorem, gdy słońce zniża się ku zachodowi, pojawia się magiczna cisza , która otula mogiły.....raz jeden w życiu byłam na cmentarzu o dwunastej w nocy w czasach durnej młodości - czasy licealne...To był zakład, który wygrałam ;))Dziś już chyba nie byłabym taka odważna i wcale nie o duchy chodzi, chyba dziś bardziej bałabym się żywych, ktorych mogłabym tam spotkać, niż umarłych. .. Odwiedziłam dzis groby bliskich i..jakoś tak smutno.
Szkoda, że już nie produkują takich zwykłych świeczek, okrągłych zniczy ( pamiętacie je jeszcze?) . One to własnie dawały charakterystyczne światło nad cmentarzem widoczne w nocy z odległości kilku kilometrów, swąd dymu i charakterystyczny zapach oznajmial już z daleka, że własnie dziś są uroczystości Wszystkich Świętych . Eleganckie świeczki przykryte daszkiem, by w razie czego deszcz nie przeszkodził, czy wiatr nie ugasił ognia są wygodne ale nie mają w sobie magii...a szkoda, te stare świeczki dodawały uroku obrzędom...Lubiłam je.
........................................................
Ale nie świeczki są najistotniejsze a pamięć o tych, którzy byli przed nami. Ciągłość istnienia. Tak, ona jest najważniejsza :)
sobota, 31 października 2009
|
Archiwum
Zakładki:
00 GG
001 lekarskie dyskusje
01 kalkulator promili
02 popatrzmy razem w niebo
03.Są ze mną od początku
04.kobiecy punkt widzenia
05.męski punkt widzenia
06.medycy
07.medyczne -pokrewne
08.z kluczykiem
09.tv dla medyków
10.gazeta dla medyków
11.kulinarnie
13. Tu odnajdziesz mój ślad
![]()
|